Kukiełkami do młodzieży

Teatr MŁYN: Rafale, 6 września, na sam początek sezonu teatralnego, zagrasz z Pauliną Holtz spektakl GABINET na naszych deskach. Ale zanim oficjalnie wystartuje sezon teatralny, rozpoczynasz zupełnie inny projekt, tj. „Zabić ćwieka”. Z tego co wiem, będzie to twój autorski teatr kukiełkowy, adresowany do… młodzieży. Skąd pomysł na tak szalone zestawienie: kukiełki i młodzi ludzie?

Pierwszy był pomysł na postacie – brutalnie i uczciwe ukradłem je z mojego życia – na każdą składa się kilku prawdziwych nastolatków, a w każdej jest też odrobina mnie.

RK: Od dawna miałem pomysł na autorski teatr kukiełkowy dla młodzieży. To prawda, oferowanie 16-latkom treści za pomocą lalek na kiju jest zaskakujące. Jednak po konsultacjach wśród kolegów i koleżanek mojego piętnastoletniego syna, okazało się, że jest szansa na widownię w tej trudnej grupie docelowej. Scenariusz konsultowałem w potencjalnymi odbiorcami. A powiem wprost, że napisanie dla młodzieży tekstu rozrywkowo-edukacyjnego, nie wulgarnego, nie jest proste! Miałem nawet sugestie, że jest to niemożliwe. Jedna z recenzji, dość trafnie, określiła mój zamiar jako próbę przypodobanie się młodzieży na weselu przez lekko pijanego dziadka, który udaje, że jest na fali. Lubię przebywać wśród młodzieży – bawi mnie ich lekka niedojrzałość i zagubienie we współczesnym świecie. Też taki byłem, choć nie tak zagubiony, bo w latach 80-tych ubiegłego wieku wszystkiego było tak mało, że nie dało się w tym wszystkim pogubić.

TM: Co chcesz przekazać tej „zagubionej” młodzieży?

RK: Dzieciom trzeba dać skrzydła i korzenie. Myślimy o skrzydłach, bo jak wyfruną z gniazdka, muszą być samodzielne, ale zapominamy o podstawach. “Zabić ćwieka” to delikatna próba obudzenia ciekawości młodych do języka: jak kiedyś wyglądał, skąd się wziął, jak bardzo go zmieniliśmy. Krótko mówią,c wszystko ma swoją historię, korzenie. Spektakl opisuje losy czwórki współczesnych bohaterów – w wieku do 17 lat – posiadających w smartfonie aplikację, która umożliwia “podróżowanie w czasie”.

TM: Aaaa, czyli szykujesz lekcję polskiego i historii, podaną w bardzo oryginalny sposób…

RK: No właśnie czy rozrywka może być lekcją ? To by było idealne połączenie. Ale dziś dla młodzieży lekcja to jednostka dydaktyczna. Kiedy pytam syna, co w szkole, odpowiada z ciężkim westchnieniem: “Dziś miałem dziewięć lekcji” . I od razu słyszę, że on za tymi lekcjami jakoś nie przepada. Także nie chcę, żeby to była lekcja. Bardziej chciałbym, aby to była refleksja, jakaś forma zatrzymania się na chwilę i spojrzenia na siebie . Lubię temu mojemu synowi zabić tytułowego ćwieka. Wtedy zaczyna szukać odpowiedzi, czyta (lectio z łac. odczytywanie ), a jak czyta, to się uczy, a jak się uczy, to dobrze.

Nie chcę zdradzać treści… Powiem tyle, że to taki spektakl w stylu retro – jako dzieci bawiliśmy się kukiełkami, prostymi lalkami na kijku. Tu bardziej skupiam się na tekście i interpretacji. Nie na animacji kukiełek, bo ta jest dość symboliczna. Na żywo ten teatr wygląda o wiele bardziej dynamicznie. Osobiście uważam, że – owszem – kultura powinna być w sieci, ale „oprócz”, nie „zamiast”. Rejestracja spektakli ze sceny na żywo to jest, według mnie, ślepy zaułek . Video spłaszcza przekaz – jeśli nie jest technicznie i narracyjnie przystosowane do oglądania na ekranie smartfona lub komputera, to obraz staje się jałowy . Kino przecież oddziałuje na nas nie tylko treścią, ale także formatem, intensywnością przekazu. W kinie typu IMAX ekran to 24 na 18 metrów, tam nawet pływając w morzu plankton zapiera dech w piersiach.

TM: Integralna częścią Twojego projektu jest blog, na którym publikujesz przygotowania do spektaklu. Finalnie znajdą się tam kolejne odcinki „Zabić ćwieka”. Dlaczego Twój blog jest w większości czarno-biały ?

RK: Postanowiłem kolor zarezerwować dla rzeczywistości. W necie kolor nie jest żywy, jest przetworzony przez procesory, ledy, etc. Nie jest prawdziwy. Tylko na własne oczy widzimy prawdziwe kolory dlatego – symboliczne – aby promować rzeczywistość odebrałem wirtualności kolor. Zresztą dziś kolor jest na cenzurowanym. Nawet tęcza ma wizerunkowe problemy. To smutne.

TM: Opowiedz nam jeszcze, jak powstał tekst i tak oryginalne kukiełki?

RK: Właściwie najprościej jest napisać scenariusz. Potrzeba do tego ołówka (długiego, bo jest dużo pisania i kartki papieru (wielu kartek, bo sporo pójdzie do kosza) , przyda się też głowa pełna pomysłów i inspiracji i dużo, dużo czasu. Pierwszy był pomysł na postacie – brutalnie i uczciwe ukradłem je z mojego życia – na każdą składa się kilku prawdziwych nastolatków, a w każdej jest też odrobina mnie. W przygotowaniu kukiełek pomogła mi rzeźbiarka, z którą na szczęście mieszkam pod jednym dachem. Techniczna strona jest pracochłonna i wymaga odpowiednich narzędzi – jak choćby pracowni plastycznej. Ale mój projekt powstał w czasie „lockdownu”, a w czasie pandemii mieliśmy dużo czasu na pracę. Poszczególne etapy tworzenia kukiełek można zobaczyć na wspomnianym już blogu projektu, który stanowi rodzaj „dziennika pracy”.

TM: Projekt oficjalnie rusza w ostatni weekend sierpnia.

RK: Tak, zapraszam do oglądania „Zabić ćwieka” na bloga projektu:

https://zabiccwieka.blogspot.com/

TM: Zatem powodzenia! I do zobaczenia za tydzień 6 września na spektaklu GABINET w Dorożkarni.

Rozmawiała Agata Madaj