Matka jak z pudełka? – Paulina Holtz o swoich rolach matek w spektaklach Teatru MŁYN

“Warto zwolnić i popatrzeć partnerowi w oczy, i na siebie w lustrze. I zastanowić się, co jest dla nas naprawdę ważne” – mówi Paulina Holtz. Dziś przestrzeń na MłynoBLOGU oddaliśmy aktorce od wielu lat związanej z naszym teatrem. Zapraszamy do lektury!

 

Teatr MŁYN: Jak to się w ogóle stało, że w Teatrze MŁYN już po raz drugi wcielasz się w rolę matki? Najpierw był GABINET, teraz NIEDZIELNE POPOŁUDNIE.

Paulina Holtz: Myślę, że o to należy zapytać Natalię. Widocznie widzi ona we mnie potencjał do grania zwariowanych matek. Oczywiście to, że sama jestem mamą, co prawda skrajnie inną niż ta w „Gabinecie”, zdecydowanie ułatwia pracę nad taką rolą. Myślę, że nie bez znaczenia jest też nasze wzajemne z Natalią zaufanie, które sprawia, że każdą propozycję przyjmuję z radością i wiarą, że powstanie dobry spektakl. Z przyjemnością oddaję się w ręce Pani Reżyser i polegam na jej intuicji.

TM: Czy któraś z tych dwóch rol jest Ci bliższa? Co jest w nich podobnego, co innego?

PH: Matka z „Gabinetu” to zupełnie nie mój typ. Jest daleko ode mnie, ale uwielbiam ją grać. Wypuszczam wtedy na wolność wszystkie szalone instynkty, które we mnie drzemią głęboko zakopane. Bliżej mnie jest zdecydowanie Mama z niedzielnego popołudnia. Chociaż starałyśmy się z Natalią oddzielić ją od moich schematów reagowania i poszukać innej kobiety we mnie. Myślę, że częściowo się udało. I tu muszę wspomnieć o jeszcze jednym aspekcie mojej pracy przy tych przedstawieniach. W obu przypadkach udało nam się z moimi partnerami scenicznymi stworzyć świetny duet, za co bardzo im dziękuję! Dzięki temu te historie stają się jeszcze bliższe widzom.

TM: Co chciałabyś rolą w NIEDZIELNYM POPOŁUDNIU (i GABINECIE) przekazać innym mamom, kobietom?

PH: Szczerze mówiąc nie bardzo lubię takie interpretacje odaktorskie. Aktor jest od grania. Każda kobieta, każda matka, każda partnerka znajdzie dla siebie w tym przedstawieniu coś zupełnie innego. Jedynym ogólnym wnioskiem, jaki się nasuwa, jest wyświechtane i oklepane „warto rozmawiać”. Warto zwolnić i popatrzeć partnerowi w oczy, i na siebie w lustrze. I zastanowić się, co jest dla nas naprawdę ważne.

TM: Co lubisz w graniu w kameralnym teatrze, mimo pewnych ograniczeń, które – wiadomo – są też związane z takim miejscem?

PH: Granie na scenie umiejscowionej metr od publiczności to zupełnie inne wyzwanie niż duża scena. Tu nie da się niczego szukać. Ani po jednej ani po drugiej stronie rampy. Widzowie wyczują każdy fałsz, a ja mogę łatwo podążać za, a czasem manipulować, energią na widowni. Myślę, że ludziom brakuje takiego kameralnego teatru, bo za każdym razem, kiedy zapraszam gości po raz pierwszy do Młyna słyszę, że to było naprawdę magiczne doświadczenie. Mało jest teraz kameralnych sal, bo są nieopłacalne, więc robi się przedstawienia na wielkich scenach, z masą aktorów, najlepiej znanych, kolorowymi dekoracjami łatwymi do przewożenia. Nasz teatr to taki teatr w pudełku (jeśli chodzi o „Niedzielne popołudnie” to nawet nie do końca w przenośni, gdyż scenografia składa się w dużej mierze z kartonów). Na takiej scenie łatwiej jest opowiedzieć wzruszającą, bliską ludziom historię.

 

Pytała Agata Madaj

Fotografowała Katarzyna Chmura

 

Aktualne terminy spektakli poruszających tematykę rodzicielską dostępne w repertuarze Teatru MŁYN. Bilety można kupić online klikając w logo poniżej.