Niezwyczajne zwyczajne życie – rozmowa z Michałem Sitarskim

“Kobiety mają dziś często wysokie, a co więcej sprzeczne, oczekiwania. Mężczyznom ciężko je wypełnić, wybrać to, co jest najważniejsze. Mają prawo czuć się zagubieni” – Michał Sitarski na MłynoBLOGU nie tylko o Antku z NIEDZIELNEGO POPOŁUDNIA.

 

Teatr MŁYN: Jest wrzesień, czas ustalania grafików, początek roku szkolnego, zapisy na zajęcia dodatkowe dzieci… Jak myślisz, jak w tym wszystkim odnalazłby się Antek, bohater, którego grasz w NIEDZIELNYM POPOŁUDNIU?

Michał Sitarski: Podejrzewam, że miałby to wszystko pozapisywane na tysiącu różnych karteczek… (Śmiech). A poważnie to nie do końca wiem, jak by to było. Może by permanentnie improwizował. A może poradziłby sobie bardziej w życiu zawodowym, a mniej w osobistym…

TM: A jak Ty sobie radzisz ze wszystkimi planami na ten sezon? Jesteś podobny do Antka czy całkiem inny? Oceniasz swojego bohatera? Rozumiesz go czy jest Ci zupełnie daleki?

MS: Każdy, grając, próbuje zbliżyć się do swojego bohatera, żeby go poznać – także emocjonalnie – i wypełnić sobą. Dlatego na jakimś poziomie Antek jest na pewno podobny do mnie. Albo ja do niego. Gdzieś się spotykamy. Poziom żartu i humoru jest na pewno wypadkową tego. Nie bez znaczenia jest też, że przygotowując role do tego spektaklu, mieliśmy dużą możliwość improwizacji, włożenia siebie w te postaci. Ale jedno jest pewne: nie potrafiłbym wykonywać pracy Antka. (Śmiech).

TM: Gdy rozmawialiśmy przed premierą NIEDZIELNEGO POPOŁUDNIA określiłeś swoją postać, jako faceta, który trochę pogubił się w życiu, nie do końca wie też, czego chce. Czy mężczyźni, partnerzy, ojcowie mają dziś łatwiej czy trudniej, niż mężczyźni z pokolenia Twojego ojca? Jakie są oczekiwania wobec nich?

MS: Wchodzimy na grząski teren… Dlatego zaznaczam, że to co powiem, to tylko moje zdanie: Mają trudniej. Wydaje mi się, że dzisiaj mężczyźni są w stanie zrobić wszystko dla kobiet. Problemem jest to, że kobiety mają często wysokie, a co więcej sprzeczne, oczekiwania. Mężczyznom ciężko je wypełnić, wybrać to, co jest najważniejsze. Mają prawo czuć się zagubieni. Ja pochodzę z tradycyjnego domu (ten „tradycjonalizm” może być dobrze i źle rozumiany). Mama była dużo w domu, tata w pracy. Teraz jest to zupełne zachwianie, co oczywiście też ma swoje dobre i złe strony. Krótko mówiąc, mam dość tradycyjne podejście do podziału ról w związku, ale nie będę tego rozwijał.

TM: Lepiej nie rozwijaj… Jak zatem współpracuje się z Pauliną Holtz, Twoją sceniczną partnerką? Nie pierwszy raz tworzycie parę w spektaklu… Premiera “Konformisty” w Teatrze Powszechnym była, jeśli dobrze liczę, ponad osiem lat temu. Da się jakoś zestawić te projekty? Coś się zmieniło przez ten czas?

MS: Po pierwsze my jesteśmy starsi. Po drugie mamy dorastające dzieci. W przypadku Pauliny to są, zdaje się, jeszcze nastolatki, moja córka jest już pełnoletnia od tego roku. Na pewno oboje jesteśmy już na innym etapie życia. Ale najważniejsze, że granie w tym duecie nadal sprawia mi przyjemność. Najgorsze na świecie jest współpracować z aktorem, który robi to „na odpiernicz się”. Kiedy my zaczynaliśmy naszą pracę aktorską, nie było jeszcze celebrytów, czerwonych dywanów. Ludziom z naszego pokolenia granie po prostu sprawiało fun. Jeśli ktoś miał inne podejście, najczęściej wypadł z tego zawodu. Zostali ci, którzy chcą to robić.

TM: Mimo że wasi bohaterowie są w trudnym życiowym momencie, widz czuje do nich sympatię, a na widowni prawie zawsze jest komplet. Dlaczego? Po co w ogóle ludzie przychodzą do teatru popatrzeć, jak inni się kłócą?

MS: Nie mam zielonego pojęcia. Mnie to zawsze zaskakuje, gdy sobie tak patrzę gdzieś przez szparę w kurtynie na pełną salę. Jestem w szoku, że ludzie chodzą do teatru. Z pewnością teatr daje tę, niedostępną w kinie, niepowtarzalność wydarzenia. Z jednej strony widz jest sprytny, od razu wie, jeśli coś jest nieszczere, jeśli w teatrze jest oszukiwany. A z drugiej strony ludzie lubią też być świadkami błędów aktora…

TM: To teraz się przyznaj, dużo takich błędów zdarzyło się wam już przy NIEDZIELNYM POPOŁUDNIU?

MS: Tam są w pewnych momentach teksty niemal identyczne, akcja dzieje się szybko, nie ma czasu się porozumieć. I zdarzyło się, że po spektaklu Paulina mówi: „Ale niezły kawałek tekstu wyciąłeś!” A ja w ogóle nie byłem tego świadomy. To jest ogromna siła dwójkowego spektaklu, po prostu „zbiera się” z partnera i akcja idzie dalej… Ale ogólnie to umiemy tekst! (Śmiech).

TM: NIEDZIELNE to Twój pierwszy spektakl w Teatrze MŁYN. Jak się pracuje na tak kameralnej scenie?

MS: Minusy są przyziemne, dotyczą komfortu. Plusów jest całe mnóstwo. Musisz dużo intymniej budować relacje. Wiadomo, na dużej scenie, robisz duży gest, żeby widział cię gość, który siedzi gdzieś w ostatnim rzędzie. W małym teatrze widz jest tak blisko, że słyszy każdy twój oddech… Wygląda to tak, że jako widz przychodzisz do teatru i jesteś dosłownie w życiu bohaterów, którzy są na scenie.

TM: Kto powinien zobaczyć NIEDZIELNE POPOŁUDNIE?

MS: To nie jest spektakl na randkę! (Śmiech). To jest spektakl dla ludzi, którzy zdają sobie sprawę, że są zwyczajni. I zdają sobie sprawę, jak niezwyczajne jest zwyczajne życie. W tych codziennych sprawach, których jest tak dużo: dzieci, praca, dom, zakupy, może nawet nie mają czasu na randkę… To jest spektakl dla nich. Ale dziewczyny na randkę na NIEDZIELNE POPOŁUDNIE zdecydowanie bym nie zabrał… Mogłoby się to zakończyć kłótnią (Śmiech).

TM: Dzięki za rozmowę.

Rozmawiała Agata Madaj

Fotografowała: Katarzyna Chmura

 

Sprawdź w naszym repertuarze najbliższe pokazy spektaklu NIEDZIELNE POPOŁUDNIE z Michałem Sitarskim. Bilety można kupić online, klikając w logo poniżej.