Ygor Przebindowski

Ygor Przebindowski – artysta w czasach zarazy

“Polecam, abyśmy pomimo tej trudnej sytuacji szukali w sobie pasji lub też jakiś intelektualnych, twórczych zadań”.

W cyklu “Artysta w czasach zarazy” twórcy związani z naszym teatrem dzielą się tym, jak przeżywają czas przymusowej izolacji. Ten sam zestaw pytań zadaliśmy już kolejno: Paulinie Holtz, Januszowi ŁagodzińskiemuNatalii Fijewskiej-Zdanowskiej  i Agacie Kołodziejczyk. Dziś głos oddajemy Ygorowi Przebindowskiemu.

W ostatnich dniach najbardziej zaskoczyło mnie…

Chyba nic mnie nie zaskoczyło… Trudno się żyje na ten moment, biorąc pod uwagę obecną sytuację związaną z rozprzestrzeniającą się na świecie pandemią. Myślę wciąż o potrzebie bycia optymistą i wierzę, że los się odmieni i wrócimy do poprzedniego porządku świata. Zdaję sobie sprawę z ogromnych konsekwencji, jakie będą, ale czytając historię świata, Polski, wiem, jak bardzo zdolny jest człowiek, naród, i ile może odbudować, a stać nas na bardzo wiele.

Plan czy spontan i dlaczego…

Raczej plan, ale czasami i spontan. Jako osoba szalenie zdyscyplinowana, wychowana od dziecka w poczuciu odpowiedzialności, zawsze staram się czynić pewne plany, które stabilizują moje poczynania w życiu, lecz czasami ta artystyczna połowa duszy nakazuje mi poprzestać myśleć racjonalnie, a uwolnić sferę swobody, która w spontaniczny sposób pozwala mi na irracjonalne działania.

Z powodu kwarantanny musiałem zrezygnować z…

Myślę, że jak większość naszej społeczności, brakuję nam spotykania się z ludźmi, rozmowy, kontaktu z drugim człowiekiem, a zatem jakby z widzem, czy też publicznością, bo przecież czym że jest życie, jak nie codzienną konfrontacją z widzem, a więc z publicznością. Każde wyjście z domu, to jakieś spotkanie, pewien rodzaj uczestnictwa, obserwacji, dotykania życiowej tkanki społecznej, oglądania, podglądania, zachwycania się też, ale i również oceniania tego, co nas otacza i w czym uczestniczymy. Każda wizyta na poczcie czy w sklepie może sprowokować do niezwykłego spotkania z drugim człowiekiem, i tego mi teraz bardzo brakuje.

Za to udało mi się…

Od wielu lat, poza graniem koncertów i komponowaniem muzyki, interesuję się historią sztuki, która wiele lat temu uruchomiła we mnie pasję związaną z kolekcjonowaniem antyków, wyróżniając w tym porcelanę. Obecny czas doceniam z szacunkiem, ponieważ mogę podjąć prace naukowe, polegające na uporządkowaniu mojej wiedzy, związanej z wieloletnią pasją kupowania antyków, a w konsekwencji fascynacją głównie przedmiotami z porcelany. Przez cale lata kupowałem, skupywałem, odkupywałem,wreszcie tworzyłem kolekcję, którą powiększałem, i powiększam, bez zgromadzenia obszerniejszej wiedzy na temat kupowanych przedmiotów, a kupując kierowałem się jedynie intuicją, wyobraźnią, poczuciem smaku i wieloletnią praktyką nabytą poprzez czytanie książek o tej tematyce, oglądanie albumów i śledzenie aukcji dzieł sztuki, jak i odwiedzaniu antykwariatów w Polsce, jak również w Wiedniu, Budapeszcie, Paryżu i Salzburgu. Tak więc postanowiłem wykorzystać ten czas kwarantanny do uporządkowania mojej wiedzy na temat mojej kolekcji, przestudiowania odpowiedniej literatury oraz informacji w internecie, które pozwolą mi stworzyć na moje potrzeby notatnik, w którym będę mógł uporządkowaną i sprawdzoną wiedzę zapisać,czy też zanotować. Praca, o której wspominam, pochłonęła mnie bez reszty, i od wielu dni kiedy siedzę zamknięty w domu, ale także i w książkach, każdego dnia podejmuję ogromny wysiłek intelektualny, ażeby niejako zmusić się do tej pracy naukowej, lecz wiem, że będą z tego korzyści, które przyniosą mi ulgę w sferze duchowej, ale także i zaspokoją moje ego. Polecam, abyśmy pomimo tej trudnej sytuacji szukali w sobie pasji lub też jakiś intelektualnych, twórczych zadań. Na koniec dodam, że praca, której się obecnie podjąłem, skutecznie pozwala mi zabić nudę, i siedzenie w domu, które jest koniecznością, ale i także społeczną odpowiedzialnością. Te intelektualne poszukiwania rozsmakowały moją wyobraźnię do tego stopnia, że kładąc się spać, wciąż nieustannie rozmyślam, nie dając sobie ani chwili spokoju, o rozmiarze słowa “Dzieło Sztuki”, podczas gdy mój pies w tym czasie zazwyczaj nuci coś pod nosem, zapadając w sen.

Najbardziej ucieszyło mnie…

Trudno mówić o szczęściu w tej sytuacji, raczej całym sercem i z powagą dziękuję wielu wspaniałym osobom, które z poświęceniem ratują innym życie, bohaterowie.

Najtrudniejsze jest dla mnie…

Stan jakiejś izolacji, ale to po chwili mija, kiedy myślę, i przywołuję sobie słowa Josifa Brodskiego, że “Człowiek to samotność do kwadratu”…

Moje motto na ten czas:

Nie traćmy nigdy wiary i nadziei, pomódlmy się czasem w intencji lepszego świata.